Jak to Jarek często na spotkaniach mówi: jak każdy dobry projekt, nasz również narodził się w garażu. A potem, oboje (Kaja i Jarek) zestresowani jak dwa trzęsące się ratlerki ogłosiliśmy narodziny Sinistra na wrześniowych Targach Fantastyki. We dwójkę, bo Janusz był jeszcze Secret Sinister wtedy. (ja byłam Sister Sinister, a Jarek - Mister Sinister)
Potem przyszły pierwsze premiery: Dziwny Zachód, audiobooki Janusza; pierwsze wyjazdy, pierwsze spory i pierwsze pieniądze (o dziwo te dwie rzeczy nie są ze sobą związane). I nieśmiało rosnąca nadzieja, że to się może udać. Stopniowo z wyskrobanych z dna kieszeni oszczędności kupiliśmy wyposażenie stoiska, postawiliśmy stronę ze sklepem, wzbogacaliśmy nasz katalog, wciąż ciułamy social media. Po roku jeździliśmy już we trójkę, podbijając coraz większe imprezy. Ja w końcu wydałam swój debiut.
Obecnie mamy już 10 tytułów, właśnie rusza przedsprzedaż kolejnego i dwa są w przygotowaniu.
Czy zawsze się zgadzamy? Oczywiście, że nie! Lubicie naszą charyzmę, ale ona oznacza że mamy w Sinisterze trzy silne osobowości, a to sprawia, że czasem bywa gorąco. Ale zawsze umiemy porozmawiać i dojść do ładu. I na co dzień świetnie nam się razem pracuje. Bo idealnie się uzupełniamy, bo się szanujemy. A przede wszystkim jesteśmy nie tylko wspólnikami, ale również przyjaciółmi.
A do tego jesteśmy niepoprawnymi marzycielami, którzy chcą coś zmienić na polskim fantastycznym rynku wydawniczym. I chyba jest o nas coraz głośniej. Przynajmniej taką mam nadzieję. I z głębi serca życzę nam, byśmy dalej i jak najdłużej wspólnie ciągneli ten wózek z czaszką.
A czego Wy byście życzyli Sinisterowi na urodziny?
Kaja